Reklama

Przypadek Galileusza

Niedziela Ogólnopolska 23/2008, str. 31

Ewa Polak-Pałkiewicz
Publicystka, autorka wywiadu rzeki z Janem Olszewskim pt. „Prosto w oczy” oraz tomu publicystyki „Kobieta z twarzą”

Ewa Polak-Pałkiewicz<br>Publicystka, autorka wywiadu rzeki z Janem Olszewskim pt. „Prosto w oczy” oraz tomu publicystyki „Kobieta z twarzą”

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Kto dzisiaj, słysząc to imię, oparłby się natrętnym myślom o „swobodzie badań naukowych zagrożonych przez Kościół”? Hasło: „Galileo Galilei” wywołuje natychmiastowy ciąg skojarzeń: obrońca teorii Kopernika, ponure czasy inkwizycji, wyrok, zakaz, uwiąd nauki, triumf instytucji, która uczonym mówi: „nie”. Tak zostaliśmy wytresowani. W „Atlasie Wszechświata dla dzieci”, wydanym niedawno przez „Przegląd Reader’s Digest”, można przeczytać: „Galileusz przez wiele lat przekonywał Kościół katolicki o słuszności poglądów Kopernika. Ostatecznie został oskarżony o herezję i do końca życia był więźniem inkwizycji”. Edukowanie w zakresie „obskurantyzmu” Kościoła zaczyna się od najmłodszych lat i nie jest wynalazkiem dzisiejszych czasów, lecz trwa już od Oświecenia, przez marksizm (dramat Brechta „Życie Galileusza”). Autorem mistyfikacji był dziennikarz G. Baretti, zamieszkały w Londynie (wymyślił nawet przypisywane Galileuszowi zdanie: „A jednak się kręci”). W tamtym czasie, w 1757 r., protestancka Anglia przyjęła skwapliwie rewelacje o „męczeństwie” Galileusza jako fakt. Fałszywka zaczęła żyć swoim życiem.
O prawdziwym autorze tej tezy wspomina Vittorio Messori, ten detektyw i historyk w jednej osobie, erudyta i miłośnik prawdy, który w swoich książkach niezmordowanie podąża tropem rozlicznych czarnych legend na temat Kościoła i spod zwałów gruzów i śmieci, nawarstwiających się latami w niezliczonych wydawnictwach, podręcznikach, „dziełach sztuki” etc., wydobywa fakty. Ów „złowrogi trybunał”, który sądził astronoma, to dziesięciu kardynałów, wśród nich byli uczeni nie mniej znani i wybitni od niego. Trzech z nich głosowało za jego ułaskawieniem. Kwestionowano jeden jedyny argument, który Galileusz przytoczył w swojej pracy, mianowicie iż przypływy i odpływy mórz i oceanów są rezultatem obrotów kuli ziemskiej. Sędziowie, którzy byli ludźmi nauki, uznali go za chybiony i przedstawili tezę prawdziwą: że za ruchami wód stoi przyciąganie Księżyca, z czego Galileusz podczas procesu niemiłosiernie kpił.
Inkwizytorzy nie domagali się niczego innego, jak eksperymentalnego dowodu na prawdziwość teorii Kopernika, której rzecznikiem był Galileusz. Nie mógł on się pojawić w dobie niedoskonałych przyrządów. Dostarczono go sto lat później. Wówczas, w 1633 r., Kościół postulował, by astronom przedstawił myśl Kopernika jako hipotezę - w istocie w owych warunkach niesprawdzalną - nie zaś jako absolutny pewnik. Messori wykazuje, że Kościół nigdy - ani przed, ani po Galileuszu - nie zamierzał w jakikolwiek sposób ograniczać badań naukowych. Był nie tylko ich zwolennikiem, ale niejednokrotnie inspiratorem i twórcą. Interesowała go prawda. Tym zajmowało się zresztą od początku swego istnienia Święte Oficjum - ustalaniem stanu faktycznego.
Wyrok, jaki zapadł w sprawie Galileusza: zakaz rozpowszechniania jego tezy, nie przesądzał w jakikolwiek sposób o prawdziwości bądź fałszu teorii Kopernika. Prawdy nie dało się udowodnić teorią przypływów i odpływów. Napastliwość wobec Kopernika i Galileusza wykazywali jedynie protestanci, którzy za heliocentryzm prześladowali także swego współwyznawcę Keplera, aż musiał uciekać z Niemiec i chronić się we Francji. Tymczasem Akademia Papieska przyjęła z wielkimi honorami Galileusza w poczet swoich członków. Kardynałowie nadal życzliwie patronowali jego badaniom, lecz zarazem czuwali, by do obiegu czytelniczego nie przedostawały się dzieła „niedomyślane”, z tezami nie w pełni udokumentowanymi, po to, by nauka była nauką, nie zaś nową religią.
A co z lochami i torturami, których ofiarą był rzekomo Galileusz? Messori wylicza szczegółowo (w tomie „Przemyśleć historię”, Wydawnictwo M): przyjechawszy do Rzymu na proces, astronom „rozlokował się (na koszt i pod ochroną Stolicy Apostolskiej) w pięciopokojowym apartamencie z widokiem na Ogrody Watykańskie. Po ogłoszeniu wyroku został umieszczony we wspanialej villa Medici na wzgórzu Pincio. Stamtąd skazańca przeniesiono jako gościa do pałacu arcybiskupa Sieny, jednego z wielu wybitnych duchownych, którzy mu dobrze życzyli, pomagali i dodawali odwagi i którym zadedykował swoje dzieła. Na koniec urządził się w bardzo komfortowej willi w Arcetri, o znamiennej nazwie Klejnocik. (...) Wkrótce - zgodnie z jego życzeniem - został zdjęty również zakaz opuszczania willi. Pozostało mu tylko jedno zobowiązanie - odmawianie raz w tygodniu psalmów pokutnych. Tę «karę» zniesiono faktycznie po trzech latach, lecz dobrowolnie kontynuował ją jako człowiek wierzący. Przez większą zresztą część życia był Galileusz ulubieńcem kolejnych papieży”. Pod koniec życia napisał: „We wszystkich moich dziełach nikt nie znajdzie choćby najmniejszego cienia rzeczy, które by nie były przepełnione pobożnością i czcią dla Świętego Kościoła”. Taka jest prawda historyczna o „prześladowanym obrońcy rozumu”. Nadal niewielu ją zna. Czarne legendy żyją długo, bo wielu jest zainteresowanych ich trwaniem.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

2008-12-31 00:00

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Kwiaty na cmentarz i znicze. Praktyczny poradnik przed Wszystkimi Świętymi

2026-09-09 09:40

[ TEMATY ]

Materiał sponsorowany

Argroup Anna Filo-Zagraba

W ostatnich dniach przed 1 listopada przy cmentarnych bramach robi się tłoczno, część wzorów jest już wyprzedana, a czasu na spokojne porównanie dekoracji pozostaje niewiele. Przygotowania rozpoczęte wcześniej pozwalają dobrać kwiaty, stroik i znicze do konkretnego nagrobka, zamiast podejmować decyzję w pośpiechu.

Znaczenie mają nie tylko kolor i wygląd dekoracji, ale również jej rozmiar, trwałość, sposób ustawienia, rodzaj nagrobka oraz to, jak często rodzina może odwiedzać cmentarz. Poniżej praktyczne wskazówki dotyczące kwiatów, stroików, światła i przygotowania samego pomnika.
CZYTAJ DALEJ

Mieszkańcowi przeszkadzają kościelne dzwony. Wójt staje w obronie i mówi: "Żadnej decyzji zakazującej używania sygnałów nie wydam!"

2026-09-09 09:42

[ TEMATY ]

dzwony

pixabay.com

Jak informuje Mateusz Wojciechowski, wójt gminy Ostrowite, w niedzielę i poniedziałek w Ostrowitem trwała dyskusja dotycząca bicia dzwonów przy kościele oraz wyłączania głośników podczas niedzielnych mszy. Powodem miał być jeden z mieszkańców, który zgłosił policji, że dźwięki dochodzące ze świątyni mu przeszkadzają - informuje portal epoznan.pl.

Wójt gminy mówi dosadnie: Dochodzimy do takiego momentu, że tego typu precedensy otrzymują rangę wyroków sądu. To absurd! Właśnie przed momentem w rozmowie z kościelnym parafii w Ostrowitem, kazałem WŁĄCZYĆ Z POWROTEM dzwony i głośniki. Nie dajmy się zwariować. Cisza nocna trwa od 22:00 do 6:00, a dźwięk tych urządzeń jest o określonych dB. Żadnej decyzji zakazującej używania sygnałów w Ostrowitem nie wydam! - komentuje Mateusz Wojciechowski.
CZYTAJ DALEJ

Chrześcijaństwo nie zachęca do bycia cierpiętnikiem. Ono uczy nas sprawiedliwości i zachęca do przebaczenia

2026-09-09 15:45

[ TEMATY ]

rozważania

O. prof. Zdzisław Kijas

Adobe Stock

Przebaczyć nie znaczy tyle, co nic nie powiedzieć, przemilczeć, znieść wyrządzoną sobie krzywdę, przecierpieć, wziąć na siebie krzyż niesprawiedliwości i nieść go bez otwierania ust. Nie tego oczekuje od nas Bóg.

Jezus powiedział do swoich uczniów: Piotr podszedł do Jezusa i zapytał: «Panie, ile razy mam przebaczyć, jeśli mój brat zawini względem mnie? Czy aż siedem razy?» Jezus mu odrzekł: «Nie mówię ci, że aż siedem razy, lecz aż siedemdziesiąt siedem razy. Dlatego podobne jest królestwo niebieskie do króla, który chciał się rozliczyć ze swymi sługami. Gdy zaczął się rozliczać, przyprowadzono mu jednego, który był mu winien dziesięć tysięcy talentów. Ponieważ nie miał z czego ich oddać, pan kazał sprzedać go razem z żoną, dziećmi i całym jego mieniem, aby dług w ten sposób odzyskać. Wtedy sługa padł mu do stóp i prosił go: „Panie, okaż mi cierpliwość, a wszystko ci oddam”. Pan ulitował się nad owym sługą, uwolnił go i dług mu darował. Lecz gdy sługa ów wyszedł, spotkał jednego ze współsług, który mu był winien sto denarów. Chwycił go i zaczął dusić, mówiąc: „Oddaj, coś winien!” Jego współsługa padł przed nim i prosił go: „Okaż mi cierpliwość, a oddam tobie”. On jednak nie chciał, lecz poszedł i wtrącił go do więzienia, dopóki nie odda długu. Współsłudzy jego, widząc, co się działo, bardzo się zasmucili. Poszli i opowiedzieli swemu panu wszystko, co zaszło. Wtedy pan jego, wezwawszy go, rzekł mu: „Sługo niegodziwy! Darowałem ci cały ten dług, ponieważ mnie prosiłeś. Czyż więc i ty nie powinieneś był ulitować się nad swoim współsługą, jak ja ulitowałem się nad tobą?” I uniósłszy się gniewem, pan jego kazał wydać go katom, dopóki mu nie odda całego długu. Podobnie uczyni wam Ojciec mój niebieski, jeżeli każdy z was nie przebaczy z serca swemu bratu».
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję