Jak opowiedzieć o zbrodni, która odbiera słowa? Jak mówić o okrucieństwie, które nie miało precedensu? Skala mordów dokonanych przez Ukraińców na Wołyniu jest porażająca. Ale to, co najbardziej bulwersuje, to próby jej rozmywania, wybielania, relatywizowania. Dlatego najlepiej jest oddać głos tym, którzy jakimś cudem ocaleli z ludobójstwa. Czyni to książka Wołyń. Bez komentarza. Nie znajdziemy tu analiz dokonywanych przez historyków – to opowieść świadków przywołujących szczegóły, których pamięć nie zatarła przez kilkadziesiąt lat. Relacja Ireny Gajowczyk otwiera publikację i od razu wyciska łzy z oczu. Po tym świadectwie normalny człowiek nie może ustać na nogach. Potem przychodzą następni świadkowie. Stanisław Walkiewicz słyszy mordowanie najbliższych i zostaje jedynym ocalałym z rodziny. Inni przypominają nazwy wsi, nazwiska sąsiadów, drogi ucieczki, kryjówki. Jedna relacja mogłaby jeszcze uchodzić za dramat pojedynczego człowieka. Dziesiąta i kolejna zaczyna tworzyć świadectwo zagłady całego świata.W tej książce nie potrzeba literackich ozdobników ani trików budujących sensację, opowiadana przez świadków rzeczywistość była wystarczająco potworna. Wołyń widziany z tych relacji nie jest nazwą wydarzenia z podręcznika. Jest domem, którego już nie ma. Rodzicami, których dziecko widziało po raz ostatni. Sąsiadem, którego twarz zapamiętało się na zawsze. Po kilkunastu takich świadectwach zaczyna się rozumieć, że „bez komentarza” nie oznacza braku treści. Oznacza zgodę na to, by ostatnie słowo należało do ocalałych. Tę książkę powinien przeczytać absolutnie każdy.
Wołyń. Bez komentarza
Wydawnictwo: Zona Zero?
Książka do nabycia: ksiegarnia.niedziela.pl
tel. 34 324 36 45
ksiegarnia@niedziela.pl
Pomóż w rozwoju naszego portalu
