Ksiądz profesor Józef Niewiadomski, pełen życiowej radości teolog, błyskotliwy i głęboki autor, pochodzi z doświadczonej cierpieniem rodziny. Jego dwie siostry zginęły podczas deportacji w czasie II wojny światowej.
Najpierw musimy się posilić – ks. Józef Niewiadomski podaje rybę, chleb i świeżą sałatkę. Ten gest doskonale charakteryzuje tego pełnego pasji teologa, byłego dziekana Wydziału Teologicznego Uniwersytetu Leopolda i Franciszka w Innsbrucku i popularnego autora wielu artykułów: jedzenie i picie trzymają ciało i duszę razem. To, co ziemskie, i to, co niebiańskie, spotyka się w uścisku dłoni. Tuż obok stołu piętrzą się teologiczne publikacje specjalistyczne, leksykony, Biblie. Ksiądz Józef Niewiadomski żyje zgodnie z tym, czego naucza.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Okno na przeszłość
Reklama
Niektórzy znają fragmenty historii rodziny Niewiadomskich: że pochodzi z Polski, wcześnie stracił rodziców, że wyjechał do ciotki w Gdańsku i – mając zaledwie 12 lat – z wyrzutami sumienia zostawił swojego starszego o sześć lat brata samego. Że studiował teologię, został księdzem i ostatecznie znalazł drugą ojczyznę w Austrii, gdzie w Innsbrucku zrobił błyskotliwą karierę jako teolog i popularny duszpasterz. Ale to nie wszystko z historii rodziny ks. Józefa Niewiadomskiego. Moje zainteresowanie wzbudza post w social mediach z lutego 2025 r. Tam „Niwi”, jak go pieszczotliwie nazywają, ma również wierną rzeszę fanów, gdzie publikuje swoje kazania i osobiste przemyślenia. Tego dnia wspomina swoje dwie zmarłe siostry. Siostry? Wiedziałam, że ks. Józef miał brata, z którym przez całe życie był bardzo blisko związany, ale dwie siostry? Ich historia opisana w poście jest wstrząsająca. Pytanie, jak człowiek z taką przeszłością rodzinną potrafi iść przez życie z pogodą ducha i ufnością, nie daje mi spokoju, dlatego spotykamy się na rozmowie.
Emilia i Marianna
Po posprzątaniu naczyń ks. Józef przynosi książki i albumy ze zdjęciami. Starannie udokumentował historię swojej rodziny. Jest ona ściśle związana z historią regionu, w którym dorastał – Zamościem, leżącym na południe od Lublina, niedaleko granicy z Ukrainą. Powiat ten zyskał smutną sławę, gdy reichsführer Heinrich Himmler w ramach „Generalnego Planu Wschodniego” postanowił poddać wschodnią Polskę germanizacji: ludność polska miała zostać wysiedlona, a na jej miejsce osiedleni „godni zaufania” Niemcy i Ukraińcy. Wczesnym rankiem polskie wioski zostały otoczone przez żołnierzy, ludzie musieli zebrać się z minimalnym bagażem i zostali wywiezieni w temperaturze sięgającej minus 20 stopni do obozów na wozach konnych lub w pociągach.
Reklama
13 stycznia 1943 r. dotknęło to rodzinę ks. Józefa Niewiadomskiego. Jego matka Stanisława (1916-1963) wraz z dwiema córkami Emilią (1938-1943) i Marianną (1942-1943) trafiły do obozu przejściowego w Zamościu, a ojciec Jan (1914-1965) do pracy przymusowej w Berlinie. 1 lutego matkę Niewiadomskiego i jego siostry, ośmiomiesięczną oraz pięcioletnią, przewieziono do Łosic. Panowały katastrofalne warunki higieniczne, głód i przeraźliwie zimno. Zaledwie pięć dni później Emilia i Marianna zmarły, tego samego dnia, 5 lutego 1943 r. Były one dwiema z około 10 tysięcy Polek i Polaków, którzy zginęli podczas deportacji. W ramach „Generalnego Planu Wschodniego” deportowano łącznie 110 tysięcy Polaków, w tym 30 tysięcy dzieci.
Ksiądz Józef Niewiadomski opowiada o tych wydarzeniach ze szczegółami, z głębokim, wewnętrznym poruszeniem. Pokazuje zdjęcia swoich rodziców, swojej rodzinnej wsi i otwiera grubą książkę z listami deportacyjnymi, skrupulatnie prowadzonymi przez Niemców wykazami wywożonych osób. Nazwiska jego sióstr, Emilia i Marianna Niewiadomska, są w nich podkreślone fluorescencyjnym markerem. Dwa imiona, dwa młode życia, które zostały unicestwione. Na liście widnieją litery i cyfry, ale za nimi kryją się losy, które poruszają do głębi. Rodzicom ks. Niewiadomskiego udało się przetrwać wojnę, głód i wysiedlenie. Kiedy pod koniec 1944 r. spotkali się ponownie w rodzinnych stronach, nie mieli już nic. Stracili dzieci i cały skromny dobytek. Wszystko zostało zrównane z ziemią.
Na spalonej ziemi
Reklama
Niewiadomscy nie stracili jednak swojej niezachwianej wiary. Zaczynają więc od nowa, znaleźli schronienie u rolników, zarabiając skromne środki do życia. W 1945 r. rodzi się brat Jan, a w 1951 r. Józef. Później rodzina ponownie zamieszkuje w skromnym drewnianym domku. „W każdą sobotę ojciec odświeżał podłogę gliną, aby była ładna na niedzielę. W piątek znów była zniszczona. Nie mieliśmy nawet Biblii”. Józef, wzorowy uczeń i gorliwy ministrant, dorastał, nie wiedząc nic o swoich siostrach. Jednak z biegiem lat zaczął rozumieć. W dzień Wszystkich Świętych podczas nabożeństwa odczytywano imiona zmarłych. Tutaj po raz pierwszy usłyszał imiona swoich sióstr: Emilii i Marianny. Z roku na rok widział, jak matka – mogąc w końcu dać upust bólowi – płakała gorzko w kościele. W domu zapytał, kim były Emilia i Marianna. „To twoje siostry” – odpowiedział ojciec. Nie powiedziano nic więcej. Aż do Bożego Narodzenia. Odrobina świątecznego alkoholu dodała odwagi matce i opowiedziała o deportacji i o tym, jak dzieci były brutalnie oddzielone od swoich matek. Emilia, starsza z sióstr, widząc i rozumiejąc, co się dzieje, powiedziała do mamy: „Weź mnie na ręce!”. Matka tak zrobiła i Emilia, jako jedna z niewielu starszych dzieci, pozostała przy niej aż do śmierci. „Widziałem moją matkę w Wigilię, jak siedziała przy stole ze łzami w oczach. Nie było żadnych zdjęć moich sióstr, tylko imiona. Byliśmy tylko my. Ludzie w tamtych czasach skupiali się na jednym: ważne, że żyjemy teraz. Dlatego nigdy o nic więcej nie pytaliśmy”.
Ból ofiarowany Bogu
Skąd jego matka czerpała siłę, by dalej żyć? Jak poradziła sobie ze śmiercią swoich córek? „Moja matka była silną kobietą. Kochała Wielki Post, nabożeństwa pasyjne i Drogi Krzyżowe. Tam mogła się wypłakać. W modlitwie łączyła swój ból z siedmioma boleściami Maryi. Obrazy Męki Pańskiej miały wtedy ogromne znaczenie; Matka Bolesna, krzyż. W Polsce były one wówczas znacznie bardziej obecne niż wizerunek Boga karzącego”. Ksiądz Niewiadomski jest przekonany, że ta wiara pomogła jej nie popaść w gorycz i nienawiść. „Nigdy nie słyszałem od niej nic złego o Niemcach, nie czułem w niej nienawiści”. Nowy początek rodziny Niewiadomskich trwał jednak tylko kilka lat. W 1963 r. matka poważnie zachorowała i wkrótce potem zmarła w obecności swoich synów, powtarzając wciąż te same słowa: „Co wy beze mnie zrobicie?”. Dwa lata później zmarł również ojciec. Józef i Jan zostali sierotami.
Łaska, którą trzeba przekazać
Ksiądz Józef nigdy nie zapomni pogrzebu matki: torował sobie drogę przez śnieg sięgający kolan. Na cmentarzu objęła go nieznajoma kobieta i powiedziała: „Nie bój się! Mama patrzy na ciebie z nieba i czuwa nad tobą”. Te słowa zapadły mu głęboko w pamięć i towarzyszyły mu przez całe życie. Kilka lat temu jako pierwszy z rodziny odwiedził masowy grób, w którym spoczywają jego siostry.
Jak to możliwe, że człowiek z taką historią życiową potrafi promieniować ufnością i radością życia? „Z pewnością kryzysy, które przeżyłem, ukształtowały mnie. Ale w moim życiu spotkałem też wielu ludzi, którzy byli dla mnie wsparciem. Naprawdę czułem, że mama patrzy na mnie z nieba. Wiele rzeczy mogło potoczyć się zupełnie inaczej, tak wiele przeszkód zostało pokonanych. Czuję się jak osoba obdarzona łaską. I z całego serca chętnie dzielę się tym doświadczeniem z innymi”.
