Reklama

W wolnej chwili

Wiara i życie
Kochane Życie

Piorunochron

Mam 85 lat i za sobą kawał historii Polski... – zaczyna swoje wspomnienia Elżbieta Nowak, nasza stała felietonistka.

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Pamiętam osobiście grozę Powstania Warszawskiego, tragedię obozu pruszkowskiego, cudowne uratowanie z pociągu wiozącego nas, czyli mnie z mamą i młodszym bratem, nie wiadomo dokąd, ale najpewniej na śmieć. I szczęśliwy powrót do domu.

Wojna się skończyła...

...ale to nie był koniec nieszczęść. Wyzuto nas ze wszystkiego, zabrano dom i ziemię, aż znaleźliśmy swoje miejsce do życia w stolicy, dzięki dobrym ludziom... To wtedy zaczęła się moja młodość górna i chmurna, czyli raczej durna. Przypadła na lata 60., znane z wolności obyczajowej, która tak wtedy zamieszała w głowach i odmieniła świat.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Studia to był czas wyjątkowy. Odkrywanie świata, no i związane z tym doświadczenia. O stabilizacji nie było mowy. Ten okres u mnie zakończyły pośpieszny studencki ślub cywilny, dziecko i zaraz potem rozwód. Szybko poszło.

Pierwsze poważne zderzenie z życiem...

...to była choroba i śmierć mamy. W tamtych czasach, lata 70., nie było jeszcze zwyczaju częstego przystępowania do Komunii św. Za to powszechne było uczęszczanie do kościoła na Msze św., w niedziele i święta. Kościoły były przepełnione!

Reklama

Mama chorowała na raka, więc rokowania nie były dobre. Szpital i szpital. Jak tu jej wytłumaczyć, że trzeba się przygotować na wieczny odpoczynek? Już wtedy do mnie dotarło, jak ważna to rzecz. I wzięłam się na sposób – poprosiłam pewnego księdza, znajomego naszej rodziny, żeby odwiedził mamę w szpitalu i może coś jej ta wizyta podpowie... No i podpowiedziała. Mama poprosiła o księdza z parafii, gdzie był szpital... I stało się!

To był czas i mojej powolnej przemiany. W pracy ktoś (przypadkowo?) zaprosił mnie na pewne rekolekcje. Zakończyłam je moją odnową, popartą wylewem łez... No i zaczęłam nad sobą pracować. Aż pewnego razu natrafiłam na rekolekcje Odnowy w Duchu Świętym. Postanowiłam je „zaliczyć”, bo nie czułam, że jestem dobra dla taty, z którym mieszkałam. Oddałam też wtedy moje życie Panu Bogu... A On w zamian odjął moje uzależnienia i uspokoił serce...

Tata i brat...

Następny to był problem taty. Żył o wiele dłużej, więc i czasy się zmieniły. Owszem, uczęszczał systematycznie do kościoła, ale z sakramentem pojednania było trudniej. Modlił się już sporo, lecz spowiedź była dla niego za trudna. No i wylądował pewnego razu w szpitalu. Miałam wtedy podobne myśli jak w przypadku mamy. Podczas wizyty u niego spokojnie oznajmiłam, że będę go codziennie pytała, czy poprosić o wizytę księdza kapelana szpitalnego. Robiłam to cierpliwie i systematycznie. Aż pewnego dnia tato się zgodził. Potem, już gdy wrócił do domu, podczas niedzielnych Mszy św. widziałam, jak przystępował do Komunii św. Pamiętam szczególnie moment, gdy jego prawnuk przystąpił do Pierwszej Komunii św., i potem wierni też przystępowali do stołu Pańskiego. Tato stał w kolejce do księdza rozdającego Komunię i ze wzruszenia drżała mu broda, gdy przecierał wilgotne oczy...

Reklama

Z bratem było prawie podobnie. Też choroba nowotworowa, ostatnie tygodnie w szpitalu, a księdza wciąż nie chciał, bo się tak strasznie krępował i... bał? Miałam znajomego księdza z Rodzinnego Telefonu Zaufania, był to nieodżałowany, niezapomniany i nieszablonowy śp. ks. Stanisław Snarski. Powiedział do mnie: przyjdę do niego! Skryli się – ksiądz i brat na wózku – w kąciku małego holu szpitalnego. Chwila moment i brat był pogodzony z Bogiem! Potem, gdy go odwiedziłam (bywało, że leżał na szpitalnym korytarzu...), to ksiądz szpitalny podawał jemu i mnie Komunię św. i to były bardzo szczęśliwe, wzruszające momenty...

Powroty do Kościoła

Z ks. Stanisławem miałam i inną historię. Umierała w szpitalu moja rówieśnica, przyjaciółka jeszcze ze studiów. Właściwie nie chodziła do kościoła. Ale uznawała św. Tadeusza Judę i mówiła, że się do niego modli... To była ta szczelina, przez którą Bóg mógł do niej dotrzeć. Zwróciłam się znów o pomoc do ks. Stanisława, a on tylko poprosił o numer telefonu do Joli i zadzwonił do niej... Zdążył. Po 3 dniach już nie żyła.

Jeszcze inna historia. Znajoma moja była wykształcona, o szerokich horyzontach, ale nie praktykowała. Owszem, chętnie rozmawiała o Bogu, co, oczywiście, starałam się wykorzystać... Szczególnie zainteresowała ją historia ks. Dolindo i jego „Jezu, Ty się tym zajmij”. No i rozwinęło się to w jej osobisty powrót do Kościoła...

Pamiętam jeszcze ks. Piotra Pawlukiewicza, którego miałam zaszczyt poznać osobiście. On to zwykł mawiać, że dziadek czy babcia to takie rodzinne piorunochrony. A ich zadaniem jest modlić się za rodzinę.

A dzisiaj?

Mam czworo wnucząt i dziewięcioro prawnucząt. No i wiadomo – martwię się trudnościami, które stają na ich drodze i w życiu religijnym. A temat jest drażliwy, bo intymny. Dlatego mój różaniec jest rozgrzany do czerwoności od częstego używania przy odmawianiu Nowenny Pompejańskiej i innych modlitw, po kolei za każdego, kto w danym momencie jest w największych tarapatach i natrafia na największe życiowe przeszkody...

Powiem jedno – nie jest lekko!

2024-09-24 14:12

Oceń: +5 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Bear Grylls: Już się nie krępuję mówić o mej wierze

[ TEMATY ]

wiara

świadectwo

Kalei Brooks, Alaska National Guard /pl.wikipedia.or

Bear Grylls

Bear Grylls

Brytyjski (pochodzący z Irlandii) podróżnik, alpinista i popularyzator sztuki przetrwania Bear Grylls już się nie krępuje mówić otwarcie o swej wierze chrześcijańskiej. „W przeszłości obawiałem się o tym mówić, bo bałem się, że mnie wyśmieją albo że zostanie to odebrane jako przejaw słabości. Ale teraz już nie lękam się powiedzieć, że potrzebuję swej wiary. Ona jest prawdziwym kręgosłupem mego życia. Jeśli więc ktoś mnie o to zapyta, jestem naprawdę bardzo szczęśliwy, że mogę o tym opowiedzieć” – stwierdził podróżnik w wywiadzie dla tygodnika "The Irish Catholic".

Przyznał, że od dzieciństwa miał w sobie naturalną wiarę. „Wierzyłem po prostu, że Bóg istnieje i że jest dobry” – wspomina. Poważny przełom w swym chrześcijańskim życiu przeżył w wieku 16 lat, po śmierci dziadka. "Pamiętam, że modliłem się do Boga, aby był ze mną. I była to naprawdę modlitwa zbawienia. Tam się rozpoczęła moja wiara" – wyznał B. Grylls.
CZYTAJ DALEJ

Modlitwa św. Jana Pawła II o pokój

Boże ojców naszych, wielki i miłosierny! Panie życia i pokoju, Ojcze wszystkich ludzi. Twoją wolą jest pokój, a nie udręczenie. Potęp wojny i obal pychę gwałtowników. Wysłałeś Syna swego Jezusa Chrystusa, aby głosił pokój bliskim i dalekim i zjednoczył w jedną rodzinę ludzi wszystkich ras i pokoleń.
CZYTAJ DALEJ

Abp Kupny: Ilekroć człowiek lub całe społeczeństwo odwracają się od Boga, tylekroć rozpoczyna się dramat duchowego zagubienia

2026-09-20 16:22

screen YT

Pielgrzymka Ludzi Pracy 2026

Pielgrzymka Ludzi Pracy 2026

Podczas 44. Ogólnopolskiej Pielgrzymki Ludzi Pracy na Jasnej Górze homilię wygłosił abp Józef Kupny. Metropolita wrocławski w swoim słowie wskazał na społeczną odpowiedzialność i rachunek sumienia całego narodu.

Na początku homilii arcybiskup Józef Kupny, szeroko wyjaśnił, co znaczy „dom” w odniesieniu do Kościoła: - Stwierdzenie, że Kościół jest naszym domem ma znacznie głębszy sens niż tylko określenie budynku, do którego przychodzimy na Mszę świętą. Bo dom oznacza przede wszystkim miejsce przynależności, obecności, relacji między członkami rodziny i bezpieczeństwa. Wiemy, że w domu nikt z domowników nie musi ciągle udowadniać swojej wartości – po prostu jest sobą, jest u siebie. Podobnie we wspólnocie Kościoła - każdy powinien móc powiedzieć: tutaj jestem u siebie, to jest moja rodzina, tutaj jest moje miejsce - wskazał hierarcha odnosząc się do postawy odejścia z Kościoła: - Niektórzy nie czują się w Kościele dobrze i odchodzą. Ale przecież zawsze mogą do niego wracać, bo Chrystus nie odrzuca nikogo, ale wszystkim przebacza, wszystkich gromadzi i prowadzi. (…) Nawet jeśli odszedłeś z Kościoła, zawsze możesz wrócić. (…) Tak sobie myślę, że pewnie nie dość wyraźnie słyszymy ze strony Kościoła: “Dobrze, że jesteś. Możesz wrócić. Jest dla ciebie miejsce w naszej wspólnocie wiary.”
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję