Parę podobnych książek już było. Autor, któremu ujawniono jego teczkę w IPN, konfrontuje ją ze swoją wiedzą i wspomnieniami. Wychodzi kawał niezłej autobiografii, mocno osadzonej w rzeczywistości PRL-u, którego hersztowie sporo sił i środków poświęcali na inwigilowanie obywateli, niekoniecznie tuzów opozycji. Jacek Wagner był (i jest do dziś, z przerwą w latach 80. ub. wieku) dziennikarzem dość niepokornym, z nieodpowiednimi kontaktami, i to wystarczyło do założenia teczki, obserwacji i prób zwerbowania go na agenta, który miałby donosić na innych niepokornych.
Autorowi, nazwanemu przez bezpiekę „figurantem ze sprawy o kryptonimie «Reporter»” (stąd tytuł książki: „Kryptonim «Reporter». Wspomnienia figuranta”), udało się – w gawędziarskiej formie – opowiedzieć o czasach PRL-u z ich duszną atmosferą, czasem grozą, ale także z parcianymi niedoróbkami tutejszej... wersji komunizmu. Wagner w ciekawy sposób opisuje dawne środowisko dziennikarskie, pokazując ludzi współpracujących ze służbami dobrowolnie, donoszących na kolegów i polecających swe usługi na przyszłość.
Do rąk czytelników trafia książka dla ludzi, którzy nie boją się zajrzeć w otchłań historii, by zrozumieć, jak łatwo ideologia staje się narzędziem zbrodni.
Wraz z książką Zakazana historia Sowietów trafiamy w gęsty, miejscami niepokojący koszmar historii, bo jak inaczej nazwać to, co komunizm zgotował światu? Szczególnie mocno i dotkliwie z rąk czerwonego terroru ucierpiały Polska i Europa Środkowa. Sowieci nie ograniczyli się do fizycznego niszczenia swoich wrogów. Uczynili coś więcej – sfałszowali historię, dokonując kolejnego, tym razem mentalnego i duchowego mordu na swoich przeciwnikach. O tym pisze Leszek Pietrzak w Zakazanej historii Sowietów.
Była żoną, matką i babcią, osobą głębokiej wiary, zaangażowaną w życie Kościoła, szkoły oraz lokalnej społeczności. Ewę Urszulę Dziedzic, która zmarła 16 września w wieku 60 lat, pożegnała rodzina, przyjaciele, duchowni i liczne grono osób wdzięcznych za dobro, które pozostawiła.
Uroczystości pogrzebowe odbyły się 22 września w kościele Najświętszej Maryi Panny Królowej Polski w Świdnicy. Mszy św. przewodniczył ks. prał. Rafał Kozłowski. W koncelebrze uczestniczyli ks. kan. Mirosław Rakoczy, ks. Jan Rudnicki i ks. Paweł Baczmański.
Miliony Amerykanów siadały wieczorem przed telewizorami, by obejrzeć nie komika, aktora czy gwiazdę muzyki, lecz katolickiego biskupa, a już wkrótce błogosławionego. Kim był abp Fulton Sheen?
Lata pięćdziesiąte XX wieku to moment, gdy srebrny ekran zaczął kształtować amerykańskie społeczeństwo. Telewizja nie była już tylko nowinką techniczną. Wpływała na sposób myślenia o rodzinie, polityce, wychowaniu i codziennym życiu. W najlepszym czasie antenowym dominowała rozrywka – starannie przygotowane widowiska, seriale i programy z udziałem największych gwiazd. I właśnie wtedy do studia wszedł katolicki biskup. Nie próbował nikogo zabawiać. Zamiast scenografii miał tablicę, po której kreślił proste rysunki. Nie unikał tematów trudnych. Potrafił ganić kapitalistów za chciwość, ostrzegać przed komunizmem, przypominać o odpowiedzialności wobec Boga i rodziny. Modlił się także za Hitlera i Stalina, przekonany, że chrześcijańska miłość nie kończy się tam, gdzie zaczyna się nienawiść. Dlaczego miliony Amerykanów pokochało abp. Sheena? Co sprawiło, że katolicki duchowny stał się popularniejszy niż komicy złotej ery telewizji?
W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.